22.03.2004
DANE OSOBOWE
imię i nazwisko: Piotr Słotwiński
data ur.: 01.11.1971 r.
WYKSZTAŁCENIE
1991-1996 Uniwersytet im. Marii Curie - Skłodowskiej w Lublinie
Wydział Politologii
DOŚWIADCZENIE ZAWODOWE
2006 - obecnie Flextronics, Cork, Irlandia
- pracownik firmy produkujacej elementy elektroniczne
2005 -2006 EMC, Cork, Irlandia
- pracownik firmy produkujacej tzw. pamieci masowe
2005 Irish Ekspress Cargo, Cork, Irlandia
- pracownik firmy spedycyjnej
2004-2005 Adain McGurn Construction Ltd., Cork, Irlandia
- pracownik budowlany
2001-2003 Kontakt, Kraków (własna D.G.)-
m.in. pozyskiwanie reklam i ogłoszeń na strony www
1998-2001 Format, Kraków (własna D.G.)
- pracownik biurowy (pośrednictwo prac zleconych)
- sprzedawca (samodzielne prowadzenie sklepu spożywczego i kiosku "RUCH")
1998 Domax, Kraków /hurtownia rtv i agd/
operator komputera (wprowadzanie faktur do komputera)
1998 Ahold&Allkauf /hipermarket/, Kraków
operator komputera (wprowadzanie danych do komputera)
1997 Euronorm, Kraków /hurtownia rtv i agd/
magazynier
1997 Avalon, Kraków /wydawnictwo/
operator komputera (wprowadzanie tekstów książek do komputera)
1996 Flash, Kraków /miesięcznik reklamowy/
-dziennikarz,
korektor
1995-1996 Kontakt, Kraków /firma kolportażowa/ (własna D.G.)-
samodzielne prowadzenie firmy: zamawianie, rozdzielanie i rozliczanie prasy, nabór i szkolenie pracowników
1994-1995 Regart, Kraków /firma kolportażowa/
- zamawianie, rozdzielanie i rozliczanie prasy
- samodzielny sprzedawca prasy
1994 Hip, Kraków /gazeta osiedlowa/-
kolportaż gazety
1992-1994 Różne tytuły prasowe, Zamość
- dziennikarz (m.in.: Tygodnik Zamojski, Kronika Zamojska, Kronika Tygodnia, Ziemia Tomaszowska, Gazeta Krasnobrodzka)
Parę słów z Irlandii
15.06.2004
Od 2 tygodni jestem w Irlandii. Konkretnie - w Cork (to drugie po Dublinie największe miasto w Irlandii).
Przekalkulowałem wszystko i wyszło mi, że bardziej finansowo opłaca mi się tutaj kopać rowy, niż we własnej Ojczyźnie prowadzić firmę dając się okradać różnym US-om i ZUS-om.
Przykre, niestety...
Co do Irlandii - ceny nie odbiegają od naszych (szczególnie jeśli się robi zakupy np. w Tesco), sprzęt rtv i agd jest często nawet tańszy niż u nas, a zarobki tutaj są 10-krotnie wyższe.
Jeżeli ma się odpowiednio długo stałą pracę, banki bez problemów udzielają niskooprocentowanych kredytów na dom i samochód.
Brzmi jak bajka, prawda? A jednak to możliwe.
Dlaczego tak nie ma u nas, mimo że ustrój się zmienił 15 lat temu???
O Irlandzkich bezrobotnych i kościele
18.07.2004
Bezrobotni w Irlandii maja naprawdę super...
Wiem - bo mieszkam teraz w takim hostelu przeznaczonym właśnie dla ludzi bez pracy, ewentualnie z różnymi problemami. Co nie znaczy , że ja mam problemy. Po prostu udało mi się znaleźć miejsce w takim hostelu - niestety, z racji że pracuję - tylko na parę tygodni.
Za 40 euro tygodniowo ma się jednoosobowy pokój z pełnym wyżywieniem (4 posiłki dziennie). Z tymże jeżeli jest się bezrobotnym - to się w ogóle nie płaci (ale jeszcze dostaje 140 euro tygodniowo). Do tego 2 sale telewizyjne (dla palących i niepalących), itp. Co prawda atmosfera trochę więzienna (oczywiście - sami faceci, dla kobiet sa oddzielne tego typu hostele) - ale mi się podoba.
Tego typu sanatoryjne warunki powodują, że nikt z tych "mieszkańców" nie zawraca sobie głowy szukaniem pracy, bo i po co? Za to chodzą "w stanie nieważkości" (czyli - opici piwem i opaleni haszem) przez cały dzień...
Dzisiaj po raz pierwszy od 3 tygodni mam wolną niedzielę. Więc z ciekawości byłem w irlandzkim katolickim kościele. Msza niecałe pół godziny, komunię dawał ksiądz i kobieta, oraz zakonnik i zakonnica, z tym że ten "opłatek" kładli nie na język, tylko do ręki.
Ot, taka odmiana.
Mój normalny dzień...
25.09.2004
Mój normalny dzień - zaczyna się o 6.30. Szybkie śniadanie, itp - i o 7.00 wychodzę do pracy.
Nie oszukujmy się, ulica raczej nieciekawa.
Ok. 7.10 jestem na dworcu autobusowym.
Cork ma bardzo nieciekawy dworzec . Architektura jak u nas z czasw PRL, ale za tym dworcem już budują następny, naprawdę europejski.
Ok. 7.15-7.25 (tu nikt nie przejmuje się czasem) wsiadam do mojego autobusu, którym dojeżdżam do pracy. Ok. 7.50 w budynku ochrony podpisuję listę obecności i wolnym krokiem zbliżam się do mojej budowy.
O 8.00 zaczynam pracę. Mam 2 półgodzinne przerwy na lunch: o 10.00 i 13.00 (chociaż tutaj przeważnie używa się formatu 12-godzinnego, czyli - o 1.00). Te przerwy wykorzystuję przede wszystkim na nauke.
Później jest z reguły odwrotnie ,czyli: budynek ochrony, autobus, i moja ulica.
I tak minął kolejny dzień...
Nudno? Niekoniecznie.
Nie tylko o Świętach
26.12.2004
Święta, święta...
Mam wolne od 23 grudnia aż do 4 stycznia... No i dobrze, trochę oderwania od budowlanej rzeczywistości nie zaszkodzi, choć moja kieszeń na tym ucierpi.
Tydzień temu razem z 2 kolegami z budowy zapisaliśmy się na siłownię.Taaak! Pracujemy po 10 godzin dziennie na budowie, a potem jeszcze 2 godziny na siłowni. Także większość czasu z tych wolnych dni spędzę na "siłce".
Ubywa pracy, przybywa rodaków...
20.02.2005
Niestety, tytuł tego posta jest prawdziwy...
Coraz więcej moich znajomych traci tutaj pracę - i ma poważne problemy ze znalezeniem nastepnej...
Kończą się duże inwestycje poczynione z okazji ogłoszenia Corku Miastem Kultury, o czym pisałem poprzednio. Nowo rozpoczęte w okolicy budowy (a 90% rodaków - i ogólnie - Słowian podejmuje w Irlandii pracę na budowach) można policzyć na palcach jednej ręki. Dodatkowo podobno premier Irlandii pare dni temu zachęcał w polskiej telewizji do przyjazdu twierdzac ,że "miejsca pracy czekają na Polaków". Jak skomentowali moi znajomi, zapomniał tylko dodać, gdzie konkretnie sa te miejsca...
Ostatnio kiedy szedłem ulicą, zastanawiałem się, czy jestem w Irlandii - czy może coś się wydarzyło ze mną - bo dookoła słyszałem niemal wyłącznie polskie głosy...
...
Dwóch moich znajomych zastanawiało się nad wyjazdem z Irlandii - do Islandii. I przyznam się, że też mi ten pomysł zaczął chodzić po glowie...
No, ale - na razie pracuję. Chociaż i moja budowa powoli się kończy. Ostatnio rozbieraliśmy dźwig...
Msza po polsku
27.03.2005
Dzisiaj w Cork'u odbyła sie pierwsza msza po polsku. Byłem, widziałem...
Cały kościół Polaków. Dużo nas. Bardzo dużo...
A poza tym to Świeta, i wolne mam. Dziś i jutro.
Nasi tu są
12.06.2005
Niedziela. Wyszedłem "na miasto", i - no cóż, odnoszę wrażenie, że Polaków jest tu więcej niż Irlandczyków... Wszędzie słyszę polskie głosy... Rodaków (głównie studentów) jest tu obecnie już znacznie więcej niż w "najgoretszym" okresie ubiegłorocznych wakacji. No, zobaczymy co sie będzie działo w lipcu i sierpniu...
Naszych rodaków można rozpoznać praktycznie od razu. Typowy szukający pracy polski student ma zawsze na sobie nieodłączny plecaczek . Jeszcze inni - spodnie do kolan i czapki z daszkiem. Starsi - ogorzałe (od słońca - i gorzały ) lica i (często) fryzury jak z piosenki Kazika Staszewskiego
....
Parę tygodni temu pracowałem razem z jednym Ukraińcem (tak, wiem, Ukraina nie jest w UE, ale on jest tu od 3 lat). W pewnym momencie zawołał mnie do okna i powiedział:
- Patrz, nasi albo wasi stoją na ulicy, pewnie pracy szukają...
- Skąd wiesz, że to nasi albo wasi? - zapytałem się
- A bo mordy u nich takie "nasze" - odpowiedział.
Polska czy Irlandia?
24.07.2005
Tak się ostatnio zastanawiam... Jestem w Irlandii już ponad rok. To już nie jest wyjazd "na saksy". To już nie jest chęć zarobienia troche euro - i powrót do Polski. To juz coś innego...
Zastanawiam się - co dalej? Inaczej: czy jeszcze mysleć o powrocie, czy raczej zostac tutaj? Tutaj: mam pracę (jak na razie stałą i nienajgorzej płatna), klimat mi pasuje , z kazdym dniem poprawiam język i w ogóle - coraz bardziej mi sie podoba.
Polski pub
16.08.2005
Parę dni temu powstał w Cork pierwszy polski pub o nazwie - a jakże - "Biało - Czerwoni".
Polaków w Cork jest coraz więcej, więc właściciele pubów odpowiadajac na potrzeby rynku coraz częściej w swoich pubach oferują polskie piwo. Jednak ten pub jest typowo polskim pubem na obczyźnie - cokolwiek by przez to rozumieć.
Byłem tam wczoraj wieczorem. Pustki - ale to chyba przez to, że poniedziałek. Wystrój w barwach narodowych, na ścianach polskie widoczki + socrealistyczne propagandowe plakaty z minionej ery tzw. komunizmu. W tle słychać polska muzykę popowo - rockową.
Barman, który jest oczywiście Polakiem, wiec problem komunikacji nawet dla Rodaków ,którzy po angielsku, no wiecie - rozumiecie, nie istnieje, zaproponował butelkowy Żywiec lub Okocim (bo - jak powiedział, wczoraj poszły mu 2 beczki, więc beczkowe się chwilowo skończyło.
...
Wypiłem, wyszedłem.
Ogólnie rzecz biorąc - pójść można chocby z ciekawości. Nie wiem czy będzie to ciekawe miejsce spotkań dla Polaków w Cork, czy typowa polska "mordownia" - czas pokaże.
Czy to ja napadam na banki?
29.09.2005
Parę dni temu idąc główną ulicą w Cork zobaczyłem w witrynie dużego sklepu z książkami i prasą - wydawany w Polsce dziennik "Fakt" . Natychmiast wszedłem i kupiłem. O dziwo - aktualny (dlatego "o dziwo" - bo już widziałem polską prasę w 2 "ruskich" sklepach jakie są w Cork, ale była ona "przeterminowana" co najmiej o tydzień). W Polsce "Fakt" kosztuje 1 zl, tutaj - 1,65 euro.
Wróciłem do domu, poczytałem - i niestety, nic nowego. Od prawie 1,5 roku nie ma mnie w Polsce, ale widać, że jest tak, jakbym wyjechał wczoraj. Nadal korupcja, afery, nadużycia policji... Więcej nie kupię, nie chcę się denerwować. Tutaj żyję sobie spokojnie, jak u Pana Boga za piecem, jedyne co mnie interesuje to żeby cały czas mieć pracę...
Za garść euro...
28.11.2005
"Zagranica zmienia ludzi" - stwierdził mój kolega. Czy faktycznie? Wg mnie - nie. To za granicą - niektórzy - ludzie się zmieniają...
Każdy z nas wyjechal z Polski w jakimś celu lub z jakiegoś powodu. Bądźmy szczerzy - prawie nikt nie zrobił tego dla piękna irlandzkiej przyrody. Ludzie wyjeżdżają z reguły z dwóch powodów:
1. żeby zarobić (na mieszkanie, dom, studia, itp.) - i wrócić;
lub:
2. żeby nie mieszkać w Polsce. Po prostu. A powodów do "niemieszkania" w Polsce też może być mnóstwo...
Jest też część osób, która wyjechała żeby zarobić - i wrócić, ale kiedy zobaczyła, że można żyć inaczej, że to państwo może być dla obywatela, a nie obywatel dla państwa, że nawet mając najniżej płatną pracę można w tydzień zarobić na spokojne przeżycie następnego miesiąca - zdecydowała się nie wracać...
Nie ukrywajmy, to zarobki są dla większości z nas głównym motorem przyjazdu i pozostania tutaj. A w pogoni za euro - różne rzeczy sie zdarzają. Czasami, niestety, budzą się demony...
O Polakach za granicą krąży wśród Rodaków wiele obiegowych opinii. Najczęściej - niestety negatywnych. Że Polak za granica jak Ci nie zaszkodził, to już Ci pomógł... Itd, itp. Czy to prawda? Nie zawsze, ale często - niestety tak...
Z moich własnych obserwacji wynika - że na tą opinię zapracowują nie tylko starsi, jakby sie mogło zdawać (chodzi o standardowy stereotyp wąsatego Pana Zenka spacerującego po ulicy z nieodłącznym plecakiem), ale przede wszystkim - mlodzież. I to ta świeżo po maturze, ewentualnie studiująca jeszcze. Nie wiem skąd w tych niektórych bardzo młodych ludziach (zaznaczam - NIEKTÓRYCH) bierze się tyle pychy, arogancji, cwaniactwa - i zwykłej buty? Mógłbym zrozumieć starszych: no tak, prl-owskie sieroty po komunie, większość życia uczyli się kombinować i tak im zostało, ale młodzież???
Najbardziej dla mnie bolesny przykład z własnego doświadczenia:
Wraz z moim kolegą - Ukraińcem (na marginesie: na Ukrainie jest on trenerem piłkarskim) pracujemy przy ogradzaniu nowego placu budowy. Podchodzi do nas kilku 20-latków i łamaną angielszczyzną pyta o naszego przełożonego. Że to moi Rodacy, rozpoznaję od razu . Wiadomo też, że szukają pracy. Zamiast warknąć: tędy nie wolno chodzić! - rzucam robotę, prowadzę ich spory kawałek do biura, po drodze informując dokładnie o tym i o owym. Na końcu oferuję się jako tłumacz (mój angielski, chociaż ciągle okropny, był jednak nieco lepszy od tego którym oni władali).
- "Nie trzeba, damy radę" - słyszę w odpowiedzi.
Nie słysze za to "dziękujemy". O.K. Wracam do pracy.
Po 15 minutach podchodzi do mnie mój kierownik i pyta:
- "Czy wiesz, czego chcieli ci młodzi Polacy?"
- "Hm, szukali pracy, prawda?" - odpowiedziałem
- "Tak, szukali. I od razu zaproponowali, żebym zwolnił was obydwu, bo podobno się obijacie, i przyjął ich - za połowę waszej stawki" - stwierdził boss...
- "No i?" - spytałem
- "No i kazałem im się natychmiast wynosić" - rzekł nasz kierownik.
Po odejściu kierownika jeszcze długo czułem na sobie ciężki wzrok Ukraińca.
....
Jezyk, który zrozumiesz...
14.12.2005
Jakiś niespełna miesiąc temu wychodząc z kafejki internetowej doznałem lekkiego wstrząsu: usłyszałem bowiem w radiu słuchanym przez panią tą kafejke obsługująca (zresztą - rodowitą... Amerykankę ) polski jezyk... Przez chwilę stałem jak wryty, dopiero "are you o.k.?" - pytanie zatroskanej Amerykanki - otrzeźwiło mnie na tyle by zrozumieć, że to cos z radiem nie tak - a nie ze mną.
Jak sie okazało - wszystko było w porządku. Z radiem tez. Wszystkich Polaków mieszkajacych w Cork poraziła już ta nowina: oto lokalne Radio Red Fm rozpoczęło nadawanie części komunikatów - po polsku. Pojawiły się też polskie reklamy.
W zasadzie - to było do przewidzenia. W końcu jesteśmy tutaj drugą - po Irlandczykach - grupą narodową. Co bardziej przedsiębiorczy szefowie większych i mniejszych irlandzkich firm widząc naszą niechęć do uczenia się języków obcych - a jednocześnie zdając sobie sprawę, że jesteśmy grupą konsumentów z którą głupotą byłoby sie nie liczyć - wzięli sprawy w swoje ręce.
Polak na emigracji
03.05.2006
Dzisiaj jest rocznica uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Dodajmy - pierwszej w Europie. W Polsce świeto, tutaj oczywiscie - normalny dzień pracy. ...
Więc: kim jest i jak wyglada statystyczny Polak w Cork?
Z mojej "obserwacji uczestniczącej" wynika, że jest to jednak przede wszystkim człowiek młody. Czeęsto - bardzo młody, gdzie praca za granicą jest jednocześnie jego pierwsza praca w życiu. Świadczy to o głupocie naszych decydentów: z kraju wyjeżdżają świeżo upieczeni absolwenci szkół. Szkół utrzymywanych przede wszystkim z pieniedzy podatników. I nie ma się co łudzić, że ten młody, wykształcony człowiek którego pierwsza praca jest pracą za granicą za normalne pieniądze, po powrocie do Polski do następnej pracy wniesie kapitał w postaci polskiego wykształcenia - i zagranicznego doświadczenia. Ten młody człowiek, jeśli będzie miał tylko choć trochę oleju w głowie - to po przepracowaniu w Polsce jednego miesiąca wsiądzie w samolot lecący w kierunku zachodzącego słońca...
Można by rzec, jest tutaj sprzedaż wiązana: z jednej strony państwo polskie pozbywa się absolwentów, ale z drugiej strony również wszelkiego rodzaju meneli z osiedlowych ławek miejskich osiedli. Myślę jednak - że ci ostani prędzej czy później - wrócą...
Jednak jest to obraz mocno uproszczony: ponieważ należy do niego dołożyć także dużą liczbę osób dobrze wykształconych - i doświadczonych. Z Polski masowo wyjeżdżają również specjaliści: od informatyków poprzez lekarzy (mamy już w Cork polskich lekarzy - a jakże...) po doświadczonych murarzy i hydraulików.
Czyli ta emigracyjna rzeka ma dwa dopływy: główny - to młodzież bez kwalifikacji, ten mniejszy: to fachowcy.
Łatwiej jest opisac, jak wygląda statystyczny Polak w Cork ...Tak czy owak: każdy jest inny, chociaz jest jedna cecha jednocząca prawie wszystkich (prawie...) Polaków: tą cechą jest posiadanie plecaka. Plecak jest traktowany przez Polaków jak cześć garderoby, takiej jak buty czy spodnie - nie sposób bez niego wyjść. Plecak zakłada się idac na rozmowę w sprawie pracy - i do tesco na zakupy. Na niedzielny spacer - i do kościoła.
Ktoś mi kiedyś perswadował, że plecak nie jest wcale domeną Polaków - tylko po prostu ludzi młodych. E, tam... Polacy w Cork spacerują z plecakami bez względu na przedział wiekowy: od 18 - letniego młodzieńca, po 60 - latka. Natomiast nie zauważyłem, żeby tak spacerowali rodowici Irlandczycy. Podobnie jak kolejna - po nas - grupa etniczna: rodowici Afrykańczycy, których również jest tu sporo.
Plecak - proszę Państwa - urasta tu do rangi naszego symbolu narodowego...
Polska "Gospoda"
30.07.2006
Od tygodnia Polacy (i nie tylko) w Cork mogą skosztować tradycyjnych polskich potraw w "Gospodzie" - pierwszej restauracji serwującej tradycyjne polskie dania.
W miejscu gdzie znajduje się "Gospoda" wcześniej istniała afrykańska restauracja. Przesiadywali w niej sami czarni afrykanczycy. Pare razy nachodziła mnie ochota, aby się tam wybrać, no ale - jednak tam nie poszedłem, i to nie z obawy, że urządziliby mi tam "jesień średniowiecza" , tylko - tak jakoś. Często człowiek coś tam planuje, obiecuje sobie, a jak sie w koncu zmobilizuje - to już dawno po herbacie...
Bowiem kiedy przechodziłem tamtędy w ubiegłym tygodniu zauważyłem - że w miejscu restauracji afrykańskiej - właśnie powstaje swojska "Gospoda". Restauracja dopiero rozpoczęła działalność, co widać nawet po tymczasowym szyldzie przyklejonym na oknie.
Co można zjeść w "Gospodzie"? Tak jak napisałem - tradycyjne polskie dania: od rosołu po schabowego. Dania polskie, ceny - oczywiście - irlandzkie. ...
Polska prasa w Irlandii
10.08.2006
...ostatnio odnotowałem na blogu powstanie nowych polskich tytułów prasowych w Irlandii, postanowiłem dla wygody Czytelników zebrać nieco te informacje do jednej notki...
-Anons Polski: to pierwsza polska gazeta ogłoszeniowa w Irlandii. Obecnie ewoluuje w kierunku "normalnego tygodnika".
-Polska Gazeta: pierwszy polski tygodnik w Irlandii, sporo informacji ważnych dla Polaków w Irlandii.
-Polski Express: stojący na dobrym poziomie 2-tygodnik, w dodatku - bezpłatny.
-Wyspa: kolejny polski miesięcznik na wysokim poziomie. Sporo do poczytania.
-Życie w Irlandii: aktualnie dwutygodnik,sporo rzeczowych informacji, dobry poziom. ...
Polska żywność w irlandzkim Tesco
17.11.2006
Polskie produkty spożywcze w Irlandii (czy wręcz całe "polskie półki") - po "polskich" sklepach oraz sieci Dunnes Stores - dosłownie przed paroma dniami zaczęło wprowadzać... Tesco.
Na zdjątku powyżej stoję przed ogołoconą z polskich produktów tescową półką (Tesco w Cork, przy Paul Street - w centrum miasta). Jak widać - popyt jest duży (oczywiście: głównie ze strony naszych Rodaków). Podobno wkrótce ma się zwiększyć częstotliwość dostaw a tym samym dostępność i asortyment polskich towarów na półkach.
No i ceny mają być znacznie niższe niz te oferowane nam dotychczas w "polskich" sklepach przez obrotnych Ukraińców i Litwinów.
Swoją drogą, zaczyna być dziwnie: w irlandzkim Tesco Polacy (licznie tam zatrudnieni) sprzedają Polakom (licznie tam kupującym) towary importowane z Polski...
|